Toros bravos sueltos,

czyli podróże pewnego małżeństwa

 

to przelane na papier nasze wspomnienia z licznych podróży na Półwysep Iberyjski i do Ameryki Łacińskiej. A właściwie to coś więcej niż wspomnienia z podróży. To zatrzymane w kadrze, wyjęte z tych podróży opowieści. Opowieści będące próbą (mniej lub bardziej udaną) zrozumienia miejsca, do którego trafiliśmy, wykraczającego poza podziwianie krajobrazów i atrakcji turystycznych. Dlatego na kolejnych stronach pokazujemy to, co przeżyliśmy i zapamiętaliśmy, ale też przywołujemy historię – często trudną – bo to ona w olbrzymim stopniu wpływa na świat, jakim go postrzegamy dzisiaj. Poświęciliśmy też trochę miejsca na kulturę, smaki i zapachy. Nie możemy nie wspomnieć ludzi, którzy przecinali nasze trasy. Na zawsze zapamiętamy uśmiechnięte twarze Miguela z Wenezueli, Pablo z Peru, Humbertoz Boliwii, Marii z Kuby i wielu innych, których imion nie poznaliśmy lub nie zapamiętaliśmy. To dzięki ich pomocy, otwartości i życzliwości lepiej zrozumieliśmy ich ojczyzny. A dlaczego taki tytuł? Bo ten napis ostrzegawczy: „Toros bravos sueltos” (co po polsku brzmiałoby: „Narowiste byki puszczone luzem”), zawieszony na słupie w Hiszpanii, na zawsze pozostanie dla nas symbolem zjechania z turystycznej autostrady po to, żeby gdzieś na bocznej ścieżce spotkać coś nieprzewidzianego, czasem zaskakującego, ale zawsze niezmiernie ciekawego. Zapraszamy!

 

Liliana Poszumska

Lila ukończyła w Łodzi anglistykę i iberystykę – i to z Hiszpanią związała swoje życie. Jest pierwszą w Gdyni tłumaczką przysięgłą języka hiszpańskiego, a także (a może przede wszystkim) twórczynią i właścicielką Centrum Języka Hiszpańskiego „La Mancha”. Nie wyobraża sobie życia bez podróżowania, czuje się nieswojo, nie mając planów na przynajmniej dwie kolejne wyprawy. Skutecznie wdraża maksymę: „Nie wracam do miejsc, które już widziałam, bo życie jest krótkie, a trzeba jeszcze zobaczyć resztę świata”. Złamała ją tylko dla Hiszpanii i Islandii. Podczas wypraw z mężem i córką dba o to, aby mimo odległego miejsca cała rodzina czuła się jak w domu.

 

Arkadiusz Wójcik

Arek, z zawodu informatyk, z zamiłowania podróżnik i fotograf, zafascynowany górami, zwłaszcza tymi wysokimi. Zwiedził prawie całą Amerykę Południową, zdobywając wulkany w Andach, m.in. sześciotysięcznik Licancabur w Boliwii. Swoją pasją do podróżowania zaraził żonę Lilę, z którą przejechał całą Wenezuelę, Kubę, Nową Zelandię, Skandynawię, Islandię i wiele innych krajów. Połączyła ich jeszcze jedna pasja – do języka i kultury hiszpańskiej. Arek jest miłośnikiem numizmatyki i historii tego kraju. Wie wszystko o każdej hiszpańskiej monecie, czy to z czasów starożytnych, czy nowożytnych. A ich czteroletnia córka Gabi – która mimo tak młodego wieku przejechała już z nimi Stany od Florydy po Alaskę, Kanadę, Wyspy Kanaryjskie, a nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie – śpiewa hiszpańskie piosenki i recytuje hiszpańskie wierszyki.

 

© 2019 TODO La Mancha. All Rights Reserved.

La Mancha